Menu   O nas   Jarek   Poezja  

       

... dla Tych, którzy lubią taką ...  

 


Nikt nie zna ścieżek gwiazd,
Wybrańcem kto wśród nas?
Zapukał ktoś - to do mnie gość!?
Włóczyłem się jak cień,
Czekałem na ten dzień
Już stoisz w drzwiach jak dziwny ptak.
Więc bardzo proszę wejdź,
Tu siadaj, rozgość się
I zdradź mi, kim tyś jest, Madame?
Albo nie zdradzaj mi,
Lepiej nie mówmy nic.
Nieśmiało sunie brzask,
Zatrzymać chciałbym czas;
Inaczej jest - czas musi biec.
Gdzieś w dali zapiał kur,
Niemodny wdziewasz strój
Już stoisz w drzwiach jak dziwny ptak.
Więc jednak musisz pójść
Posyłasz mi przez próg
Ulotny uśmiech twój, Madame
Lecz będę czekać, przyjdź!
Gdy tylko zechcesz, przyjdź
Będziemy razem żyć
Ja będę czekać, przyjdź
Gdy tylko zechcesz, przyjdź
Będziemy razem żyć.
[E. Stachura]

 

Rozmowa liryczna

Powiedz mi, jak mnie kochasz.
- Powiem.
- Więc?
- Kocham cię w słońcu. I przy blasku świec.
Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie.
W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.
I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
I gdy jajko roztłukujesz ładnie -
nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku.
I na końcu ulicy. I na początku.
I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz.
W niebezpieczeństwie. I na karuzeli.
W morzu. W górach. W kaloszach. I boso.

Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą.
I wiosną, kiedy jaskółka przylata.
- A latem jak mnie kochasz?
- Jak treść lata.
- A jesienią, gdy chmurki i humorki?
- Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki.
- A gdy zima posrebrzy ramy okien?
- Zimą kocham cię jak wesoły ogień.
Blisko przy twoim sercu. Koło niego.
A za oknami śnieg. Wrony na śniegu.

[Konstanty Ildefons Gałczyński]

 

poezja nie zawsze jest lekiem na cierpienia, które czujemy.....ważne jest, żeby cokolwiek czuć.....to takie moje przemyślenia dla Tych, którzy gdzieś tam usypiają Malutką;))...[01:53]

Pyłem księżycowym

Pyłem księżycowym być na twoich stopach
wiatrem przy twej wstążce,
mlekiem w twoim kubku,
papierosem u ustach,
ścieżką pośród chabrów,
ławką, gdzie spoczywasz,
książką którą czytasz.

Przeszyć cię jak nitką,
otoczyć jest przestwór
być porami roku dla
twych drogich oczy
i ogniem w kominku
i dachem, co chroni
przed deszczem.

[
Konstanty Ildefons Gałczyński]

Prośba o wyspy szczęśliwe

 ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.

Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością.

[Konstanty Ildefons Gałczyński]

 

..a ostatnie godziny są jak most nad przepaścią,
a tyle zerwanych przęseł,
a miłość jest na moście, a przepaść pod miłością,
a księżyc jak lustro wklęsłe.

Patrzę w lustro i w most, w lustrze widzę twą twarz,
chciałbym jeszcze szybko winogradu
liści dodać twym uszom, a winograd ty znasz
i wołanie po nocy: Poratuj.

Bo winograd miał chłopak, Bacchus, Dioniz, Lycaeus
(różny dźwięk o tej samej urodzie),
ale most się zawalił, święty Marek go spalił,
zatonęły menady w wodzie.

Ale niech tam. Przez chwilę niechaj będzie winograd
i ten most, bo muzyczny, i ta noc, bo tak modra
jak bluzka z błękitnych pereł.
W Sykstynie Michał Anioł rzucił się nad otchłanią,
bluzkę rozdarł. I ujrzał śmierć.

jest już za późno...

Jeszcze zdążymy w dżungli ludzkości siebie odnaleźć,
Tęskność zawrotna przybliża nas.
Zbiegną się wreszcie tory sieroce naszych dwu planet,
Cudnie spokrewnią się ciała nam.

Jest już za późno!
Nie jest za późno!
Jest już za późno!
Nie jest za późno!

Jeszcze zdążymy tanio wynająć małą mansardę
Z oknem na rzekę lub też na park,
Z łożem szerokim, piecem wysokim, ściennym zegarem,
Schodzić będziemy codziennie w świat.

Jest już za późno!
Nie jest za późno!
Jest już za późno!
Nie jest za późno!

Jeszcze zdążymy naszą miłością siebie zachwycić,
Siebie zachwycić i wszystko w krąg.
Wojna to będzie straszna, bo Bóg nas będzie chciał zniszczyć,
Lecz nam się uda zachwycić go.

Już jest za późno!
Nie jest za późno!
Nie jest za późno!
Nie jest za późno!
[Edward Stachura]


 

rozhulał się wiatr nadziei
po moim wirtualnym świecie

zmiótł kurz z przebytych dróg
źdźbła wspomnień, liście zmartwień
odsłaniając nasionka uczuć

jedno maleńkie ziarenko
zaplątało się w moje myśli
a potem zaczęło kiełkować

ciekawe co z niego wyrośnie
i nie daj Boże przymrozków
jest takie nieodporne?

nocy motyl...

z utęsknieniem wyczekuję nocy
jej wdzięk tkwi w tym
że uwalnia skryte marzenia
rozpala zmysły, tonuje emocje

wolny od trosk i zobowiązań
zastanawiam się nad pięknem
które w codziennym zakłopotaniu
umyka mi bezpowrotnie...

Nie lubię ciszy...

Nie znoszę zapadającej
Z nagła, między nami ciszy,
Bowiem w takich chwilach
Zbyt wiele się słyszy...

Niczym ryk rannego zwierza
Z przepastnej i ciemnej głuszy,
Tak słychać skomlący
Jęk zranionej duszy...

Ty mnie, miła czym prędzej zawieź
gdzieś nad morze albo i na wieś,
żeby przestwór był albo pszczoły,
żebym patrzał na ciebie wesoły,
żebym serce miał znowu czerwone,
a nie czarne i strwożone.
Ty mnie miła, ucisz jak rannego,
powróć sen zmęczonym powiekom.
Ja ci za to kiedyś instrumenty
wszystkie zbiorę najsłodsze, najtkliwsze,
Ja ci za to dam firmamenty
i obłoki najurodziwsze,
strumień kręty i motyla na dnie,
żeby głowie twojej było ładnie.

Gwiezdny blues

Gwiazdy skaczą jak polne koniki
Niebo radosne nad nami
Nie stracić z oczu tej szachownicy
Bóg z ręki swe gwiazdy karmi

Czasem wygładzi im ramiona
By łatwiej wpadać w nie nam było
Czasem przypomni w środku nocy
Ślady dzieciństwa - pierwszą miłość

A może gwiazdy te są nasze
I Bóg zapomniał o nich całkiem
Więc tylko czekać nam uparcie
Że wkrótce gwiezdny grad się zacznie

I będzie spadać nam do stóp
A my zaczniemy po nich chodzić
Warto doczekać takiej chwili
Po gwiezdnym polu wiecznie gonić

I tarzać się w tym gwiezdnym pyle
I zbierać wszystkie do koszyka
I nie oszaleć od tych gwiazd
Lecz tylko wszystkie jej przywitać
[A. Ziemianin]

 

 

Między nami nic nie było!
Żadnych zwierzeń, wyznań żadnych,
Nic nas z sobą nie łączyło
Prócz wiosennych marzeń zdradnych;

Prócz tych woni, barw i blasków
Unoszących się w przestrzeni,
Prócz szumiących śpiewem lasków
I tej świeżej łąk zieleni;

Prócz tych kaskad i potoków
Zraszających każdy parów,
Prócz girlandy tęcz, obłoków,
Prócz natury słodkich czarów;

Prócz tych wspólnych, jasnych zdrojów,
Z których serce zachwyt piło,
Prócz pierwiosnków i powojów
Między nami nic nie było!

bądź przy mnie blisko
bo tylko wtedy
nie jest mi zimno
chłód wieje z przestrzeni

kiedy myślę
jaka ona duża
i jaka ja

to mi trzeba
twoich dwóch ramion zamkniętych
dwóch promieni wszechświata

Więc widziałem za oknem całą jaskrawość,
ale ciągle nie mogłem określić tego uczucia,
jakie odczuwałem, że widzę to wszystko:
całą jaskrawość.
Nie smutek, nie beznadzieja, nie strach,
nie przerażenie, nie obojętność i nie radość,
nie nadzieja, nie spokój i nie zachwyt,
nie uniesienie, ale co?
Co rozlewało się po mnie, jakie uczucie,
że dożyłem tej chwili, żeby dojść do tego
miejsca, żeby zobaczyć całą jaskrawość?

Jak długo pisana mi jeszcze włóczęga?
Ech, gwiazdo - ogniku ty błędny mych dni
Spraw, by skończyła się wreszcie ta męka
I zapędź, do czułych zakulaj mnie drzwi!
Lecz gdzie jest ten dom, jak tam idzie się doń?
Gdzie jest ta stanica, gdzie progi te są?
Tam most jest na rzece, za rzeką jest sad;
Tam próżnia się kończy, zaczyna się świat.

Lecz gdzie rzeka ta, gdzie rzucony jest most?
Gdzie sad ten jest biały, jabłonki gdzie są?
Na drzewach owoce i strąca je wiatr,
Do kosza je zbiera ta ręka jak kwiat.

Te strony gdzieś są, gdzieś daleko za mgłą,
Więc idę i dalej przedzieram się wciąż.
Zbierają się ptaki, ruszają na szlak,
Już lecą, wprost lecą, nie błądzą jak ja.

Jak długa pisana mi jeszcze włóczęga?
Ech, gwiazdo - ogniku ty błędny mych dni.
Spraw, by skończyła się wreszcie ta męka,
I zapędź, do czułych zakulaj mnie drzwi!

Już o nic nie zapytam
Nigdy więcej.
Tylko, co mam robić,
Kto mi powie,
Żeby powstrzymać ręce,
Które mi się same
Wyrywają do niej.

A to ją złości,
A to ją drażni,
Ona sobie tego nie życzy!
Nie chce mych włości,
Nie chce mych danin,
Ona sobie tego nie życzy!
A kiedy mówię do niej: pozwól,
Poszukać pójdę wiatru w polu -
Ona sobie tego nie życzy!

Mówiłem tobie już pięćdziesiąt kilka razy,
żebyś już poszedł sobie, przecież pada deszcz,
to przecie śmieszne takie stać tak twarz przy twarzy,
to jest naprawdę niesłychanie śmieszna rzecz;

żeby tak w oczy patrzeć: kto to widział?
żeby pod deszczem taki niemy film bez słów,
żeby tak rękę w ręku trzymać; kto to słyszał?
a przecież jutro tutaj się spotkamy znów -

i tak się trudno rozstać,
i tak się trudno rozstać,
no, nawet jeśli trochę pada, to niech pada -

i tak się trudno rozstać,
i tak się trudno rozstać,
nas chyba tutaj zaczarować musiał deszcz.

[Konstanty Ildefons Gałczyński]

 

ona nosi imię wysokiego słonecznika
który zakochany bardzo
odwraca wniebowziętą głowę
z tysiącem złotawych źrenic

w szerokie liście
rojem pszczół
opada słońce

więc dźwięczy
słonecznik
w niebiesko rzucony
złoto

a Van Gogh - który
istniał tylko w wyobraźni aniołów
sadzi go na płótnie
i przykazuje świecić

[H. Poświatowska]



jutro zobaczę cię znowu
będziesz bardzo mądry
oprawiony w tablicy czerń
z czołem pofałdowanym w tysiące drobnych
zmarszczek

poprzez otwarte okno
wejdzie promień słoneczny
przysiądzie na moich włosach
zaświeci

zdumiony
zamilkniesz na chwilę
- tak milkną na obrazach święci
w niewidzialnego boga zapatrzeni -

jutro - to będzie jutro

tymczasem wytrwałe słońce
obiega
drugą stronę zmarzniętej ziemi

[H. Poświatowska]

***
lubię tęsknić
wspinać się po poręczy dźwięku i koloru
w usta otwarte chwytać
zapach zmarznięty

lubię moją samotność
zawieszoną wyżej
niż most
rękoma obejmujący niebo

miłość moją
idącą boso
po śniegu

[H. Poświatowska]

 

Kto chce bym go kochała, nie może być nigdy ponury
i musi potrafić mnie unieść na ręku wysoko do góry.
Kto chce, bym go kochała, musi umieć siedzieć na ławce
i przyglądać się bacznie robakom i każdej najmniejszej trawce.

I musi też ziewać, kiedy pogrzeb przechodzi ulicą,
gdy na procesjach tłumy pobożne idą i krzyczą.

Lecz musi być za to wzruszony, gdy na przykład kukułka kuka
lub gdy dzięcioł kuje zawzięcie w srebrzystą powłokę buka.

Musi umieć pieska pogłaskać i mnie musi umieć pieścić,
i śmiać się, i na dnie siebie żyć słodkim snem bez treści,

i nie wiedzieć nic, jak ja nie wiem, i milczeć w rozkosznej ciemności,
i być daleki od dobra i równie daleki od złości.
[M.Pawlikowska-Jasnorzewska]]

Fiołki, jak i inne kwiatki, nie chciały mieć ust ni oczu,
rąk, które można załamać, włosów, co mogą posiwieć.
Wolały zamilczeć w trawie, z daleka na uboczu.
Wolały nie być szczęśliwe ani też nieszczęśliwe.

Fiołki nie chciały się spalić w pożarze na siódmym piętrze,
fiołki nie chciały umierać na łóżku w krzyku i strachu.
Nie chciały być wcale większe, mądrzejsze i gorętsze,
życzyły sobie spokoju w niskim, fiołkowym zapachu.

Fiołki nie chciały miłości, tęsknot i czekan na listy.
Nie chciały płaczu marzenia, kiedy je na śmierć wzywają.
Wolały codzienną pszczołę obojętności złocistej,
która im serca nie weźmie, bo go umyślnie nie mają.

[M.Pawlikowska-Jasnorzewska]

 

Nudno jest tu bez ciebie. Nudno do obłędu!
Jestem jeszcze wraz z wiewiórką i pieskiem,
Piszę, czytam i palę, wciąż mam oczy niebieskie,
Lecz to wszystko tylko siłą rozpędu.

Wciąż jeszcze świt jest szary, zmierzch niebiesko -złoty,
Dzień przechodzi na jedną, noc na drugą stronę
I róże zakwitają bez wielkiej ochoty:
Bo tak są już przyzwyczajone.

A jednak świat się skończył. Czy wy rozumiecie?
Świata nie ma i ja go nie stworzę.
Czas jest równy i cichy. Lecz czekajcie... może -
Może ja jestem już na tamtym świecie?
[M.Pawlikowska-Jasnorzewska]


 

jeśli zechcesz odejść ode mnie
nie zapominaj o uśmiechu
możesz zapomnieć kapelusza
rękawiczek notesu z ważnymi adresami
czegokolwiek wreszcie - po co musiałbyś wrócić
wracając niespodzianie zobaczysz mnie we łzach
i nie odejdziesz

jeśli zechcesz pozostać
nie zapomnij o uśmiechu
wolno ci nie pamiętać daty moich urodzin
ani miejsca naszego pierwszego pocałunku
ani powodu naszej pierwszej sprzeczki
jeśli jednak chcesz zostać
nie czyń tego z westchnieniem
ale z uśmiechem
zostań

 

Wciąż rozmyślasz. Uparcie i skrycie.
Patrzysz w okno i smutek masz w oku...
Przecież mnie kochasz nad życie?
Sam mówiłeś przeszłego roku...
Śmiejesz się, lecz coś tkwi poza tym.
Patrzysz w niebo, na rzeźby obłoków...
Przecież ja jestem niebem i światem?
Sam mówiłeś przeszłego roku...
[M.Pawlikowska-Jasnorzewska]

Jesteś cichy i zamknięty jak kielich
zesznurowanego powoju. Otwórz się,
powiedz pragnienie swoje uczynię wszystko
co w mojej mocy, a wiesz o tym, ze mogę
wiele zmienić w sobie.
[M.Pawlikowska-Jasnorzewska]

Mój anioł Stróż się upił.
I ja razem z nim.
Tobą.
On ma skrzydła;
lata tu gdzieś uśmiechnięty.

Ja zataczam się, błądzę,
Potykam się o chłodne słowa,
O niezręczne telefony.
I upadam, i boli,
I czuję się jak grzech, jak jakaś wina.
Jasnoniebiesko naiwny jestem.
Zachwytu się uczepiłem.
Szalenie.
Boże, jak dobrze, że naiwny jestem.
I jeszcze jestem obłędem.
Nie czuciem, nie rozumem;
Gorączką jestem i lękiem,
że nigdy już tak się nie spiję.

I jeszcze tylko bólem jestem.

A anioł się upił.
I ja razem z nim.
Anioł się śmieje:
- Synu, nie powinieneś tyle pić!
Masz chorą duszę.
- Ty, anioł, połóż się już. Albo leć!
Ja znalazłem sobie Boga.

Umrzeć z miłości

Chociaż raz
warto umrzeć z miłości.
Chociaż raz.
A to choćby po to,
żeby się później chwalić znajomym,
że to bywa.
Że to jest.

....Umrzeć.
Leżeć w cmentarzu czyjejś szuflady
obok innych nieboszczków listów
i nieboszczek pamiątek
i cierpieć...

Cierpieć tak bosko
i z takim patosem,
jakby się było Toscą
lub Witosem.

....I nie mieć już żadnych spraw
i do nikogo złości.
I tylko błagać Boga, by choć raz,
choć jeszcze jeden raz
umrzeć z miłości.

Wiedz, że nie pragnę ciebie uwięzić.
Ani mi na to pycha pozwala,
ani czas...
(Chcesz -
dla wygody nazwiemy go Bogiem).
Znam też nieradość z więziennej tresury,
kiedy z owczarka owcę czynimy.
Zatem nie pragnę.
A jednak korci odwieczny handelek,
wymiana witamin między istotami.
Daj mi więc pióro,
gdybyś był ptakiem,
zadaj mi ranę,
jeśli się zwilczysz,
oszczędź mi prawdy,
choć skamlę o nią,
skąp obecności,
skoro tak trzeba,
zawieś koronę nad moją głową,
daj mi pół piekła
i ćwiartkę nieba.

 

JAK WIERSZE CZYTAĆ


Siądź z książką na fontanny krawędzi kamiennej,
W której ogród odbija się i błękit czysty,
Połóż przy sobie uschły kwiat, pożółkłe listy,
Wstążkę i mandolinę, instrument piosenny.

I kiedy słońce kończyć będzie bieg swój dzienny,
Najsłodszy ranek szczęścia przypomnij świetlisty
I wieczór najsmutniejszych łez, gdy ametysty
Niebios zlewały na cię zmierzch bólem brzemienny.

I gdy dwie łzy upadną na kwiat, listy, wstążkę,
Oparłszy skroń na dłoni, otwórz cicho książkę,
A zrozumiesz, co znaczą słowa: zmierzch, żal, smutki.

I gdy podniesiesz czoło po zadumie długiej,
Zaznacz tę stronę modrym kwiatem niezabudki
I nigdy już nie czytaj jej w życiu raz drugi.
**

co dnia karmisz mnie
odrobiną szaleństwa
morzem namiętności
okruchami nadziei

zwodzisz szeptem
muśnięciem dotykiem

opuszkami palców
rysuję krainę wieczności
zamykam za rzęsami
przeszłe demony

powietrze w półśnie
drży przesycone tęsknotą

*
ja jeszcze ciągle czekam na ciebie
a ty nie przychodzisz
a jeśli
to jesteś przejazdem na dwa dni
jak ten fizyk z Moskwy w niemodnym kapeluszu
który uśmiechnął się do mnie
i zniknął na zakręcie białych szyn
nie próbowałam go zatrzymać
wiedziałam przecież
że to nie ty

czekam czekam wytrwale
tak lekko dotykają mnie dni
moja tęsknota jest tęsknotą planet
zmarzłych tęskniących do słońca
a ty jesteś słońcem
które pozwala mi żyć
jest znowu wieczór
na dachach leży śnieg
wąskie wieże kościołów nakłuwają niebo
i dni tak lekko biegną nie wiadomo gdzie
**

czy to takie dziwne?

że są jeszcze potoki
perliście szemrzące
które koją rozterki?

że są jeszcze wodospady
pełne tęczowych kropel
rodzących się tęsknot?

czy to dziwne że My jesteśmy
odmienieni chwilą i że ciągle
chcemy kochać i być kochani?
**

[Nico]

*
choćby szeptem

nauczyłaś mnie patrzeć
zielenią swoich oczu
poczuć co to tęsknota
i wplatać ją w wiersze

zapewniałaś o miłości
wpisanej w poplątane ścieżki
dwojga samotnych serc
o oddechu na jutro

owinęłaś niczym szalem
delikatnym powiewem
z muślinowych tchnień
i falą ciepłych słów

dziś gdy się chmurzy
wszystko traci sens
przywróć mu znowu blask
...choćby szeptem
**

[Nico]

na skraju

z szeptem w dłoniach
z cieniem nadziei
i litanią pełną
cichych westchnień
przysiądę na skraju
twojego snu
odsłaniając każdą
ze swych blizn

podpal mój strach
niech zostanie z niego
tylko popiół
a wszelkie wątpliwości
schowaj pod poduszkę

nie chcę tylko udawać
że cię kocham

a nuż nam się uda

*
Są takie noce
od innych łaskawsze,
kiedy się wolno wygłupić,
wolno powtarzać "nigdy" i "zawsze",
wolno słowami się upić,
tylko nie wolno tej nocy pod różą
okraść, okłamać, oszukać,
bo się już będzie
odtąd na próżno
bezsennej nocy tej szukać...

(...)

Są takie noce
od innych ciemniejsze,
kiedy się wolno rozpłakać,
wolno powtarzać słowa najświętsze,
mówić o wróżbach i znakach,
tylko nie wolno tej nocy pod różą
okraść, okłamać, oszukać,
bo się już będzie
odtąd na próżno
bezsennej nocy tej szukać...
**

Najważniejsze jest

Najważniejsze jest,
że nieważne jest,
czy Bóg istnieje,.
czy nie.
 
Samotni
we wszechświecie,
szukamy
przyjaciół.
 
Tak długo,
aż uwierzymy
w ich obecność
naprawdę.
**

Nauczyć się Ciebie?
Dotykających tych samych marzeń
Upijać się szczęściem z Twojej dłoni
Dodatkową porcją czułości
Kołysać nieujarzmione pragnienia
Nauczyć się Ciebie?
Głaskać dzikość słów
Posypać sobą Twoje serce
Delektując się smakiem wyobraźni
Nauczyć się Ciebie?
W krainie szeptu głos zamieniać w dotyk
Otulić peryferie Twojej duszy
Zamknąć oczy i
Znać Ciebie?

przedwiosennie...

na przedświcie wiosny
pragnę promiennego słońca
pełnego barw i zieleni

nie chcę, by kolejny rok
błądząc prozaicznie
zagubił się w domysłach

mrugnij filuternie i zaproś
porywistym wiatrem dłoni
wzbudzając falę namiętności

w wirze splecionych ciał
w przezroczystości dnia
chcę się rozpływać i znikać

pragnę
by już było dużo wiosny
i dwoje ciepłych rąk
w moich włosach
i byśmy nie nazwali tego
żadną poezją a nawet szczęściem

pragnę
schować do kieszeni twe spojrzenia
i spadającą gwiazdę
zamknąć w dłoni dla ciebie
i byśmy byli sobie bardzo bliscy
a świat nami nieziemsko zdumiony

co dnia karmisz mnie
odrobiną szaleństwa
morzem namiętności
okruchami nadziei

zwodzisz szeptem
muśnięciem dotykiem

opuszkami palców
rysuję krainę wieczności
zamykam za rzęsami
przeszłe demony

powietrze w półśnie
drży przesycone tęsknotą

intymnie...

muślinowym pocałunkiem
obiecuję pieszczotę jak
polne maki czerwonością
rozgrzewające ochotę 

mam poddać się pożądaniu
dłoni rozrysowujących
mapę czułego dotyku
tonącego w cielesności

 westchnieniami muskanego
falą o brzegi rozkoszy
[Anna]

 

nieprzewidywalne...

nieprzewidywalne zburzyło
stalową konstrukcję przekonań
silna wola zasłabła przegrywając
z prawdą

nie warto budować schronu
nieuniknione zawsze dosięgnie
zakładając naszyjnik na szyję

[Anna]

 

 

…zapytam

Kim jesteś, kim jesteśmy dla siebie dziś?
Kim będziemy za lat kilka?
W mroku nocy, w cieniu światła,
W mglistym odbiciu lustra.
Powiedz, że kochasz.
Bo wiem, że tak właśnie czujemy oboje.

Nie ubędzie nam marzeń,
Gdy dzień dobiegnie zmierzchu,
Nie ukruszą się nadzieje, nie zabraknie pytań.
Życie we dwoje, pełne ciszy, bliskością,
Nieustającym niedosytem
Tylko naszych dwóch serc chwilą skojarzeń…

Melodią słów, którą każdego ranka szeptem,
Która prowadzi nas w świat życia innego,
Pragniemy, czujemy, słyszymy, pożądamy,
Do końca dni naszych, wspólnie
Uniesieniem spełnienia zapamiętamy…
[Femina]

 

Na list panu odpowiadam...

Na list panu odpowiadam, pan wie który…
niech pan więcej takich listów już nie pisze…
Pan z kobiecej nie rozumie nic natury…
Dzień przeklinam, kiedy list ten do mnie przyszedł…

Pan tym listem zburzył mój porządek świata,
jednym zdaniem, ot, rzuconym od niechcenia,
pan zwyczajnie wszystkie klocki poprzewracał
i demony marzeń zbudził z ich uśpienia…

Jak pan mógł mnie nazwać swoich strof natchnieniem?
Skąd pan wie, że oczy mam jak chryzoprazy…
Jestem żywym kobiecości zaprzeczeniem,
automatem, który pierze, tłucze zrazy…

Jak pan śmiał te włosy nazwać złotą grzywą,
czy pan wiedział, że mi spokój snu odbierze?
I dopiero teraz będę nieszczęśliwa,
bo niestety w każde pana słowo wierzę…
[Hallski]

 

Przytulenie 

Czy wiesz jaką moc ma przytulenie ?
to magiczna przyjemności chwila,
to cudowne ciał zespolenie
bardzo chcesz na długo ją zatrzymać

nie oprzesz się cichemu westchnieniu
czujesz jak ciepło twe ciało przenika
ufnie głowę złożysz na ramieniu
w ukojeniu bliskości dotykasz...
[Słonik]

 

iluzja

na styku urojeń w tafli lustra
w której rysują się nasze odbicia
wstydem rozognionych pragnień
różowieją koniuszki uszu

w opuszkach palców żarliwą myślą
pulsuje drżący jeszcze dotyk
trzepocąc skrzydłami motyla
w mroku chybotliwej poświaty

a może to tylko gra świateł?

dotknij mnie..

[Nico]

 

sto razy prościej byłoby na pewno,
gdybym się mylił. ale się nie mylę:
jesteś najlepszym miejscem tego miasta,
centralnym punktem.

kiedy wracam do miasta - to do ciebie wracam.
miasto po prosto nie istnieje, kiedy
nie ma w nim ciebie. rozpadają się
dekoracje. są zgliszcza. rumowisko jest.
nocą na moście ze zgubionych kluczy,
piór wiecznych, dokumentów - odnajdujesz się
miasto istnieje, jeśli ty zachcesz.
miasto odpływa, jeśli chcesz.

skrytość

by zrozumieć co cię gryzie
nieźle trzeba się nagłowić
ty mi tego nie ułatwiasz
gdy najgorsza myśl przychodzi

że złe fatum z pechem tańczą
stąd pytania i obawy
– twoja buźka wciąż na kłódkę
szczerą troskę lekceważysz

choć być może spod poduszki
czasem słychać gorzki lament
wszak pod maską hardej baby
skrywasz w duszy czysty diament


już jesteś kobietą

już jesteś kobietą,
a ja...jestem obaw pełen
twoja kobiecość zmienia
między nami wiele

bo kobieta jak księżyc
jest pełna krągłości
i jak on, adresatem
zawierzeń miłosnych

raz jest jasna, raz ciemna
naga lub odkryta...
chciałbym ją w tobie pierwszy
dotykiem powitać


przedwiosennie...

na przedświcie wiosny
pragnę promiennego słońca
pełnego barw i zieleni

nie chcę, by kolejny rok
błądząc prozaicznie
zagubił się w domysłach

mrugnij filuternie i zaproś
porywistym wiatrem dłoni
wzbudzając falę namiętności

w wirze splecionych ciał
w przezroczystości dnia
chcę się rozpływać i znikać


z nadzieją zaistnienia...

w ogrodzie fiołkowych marzeń
tam gdzie wyobraźnia
nie kończy a zaczyna się
tuż za linią horyzontu

czekaj na mnie
pełna pocałunków
wplecionych we włosy

przybędę jak najspieszniej
wraz z wiosennym wiatrem

Zbudź się...

niech sny nocy szafirowej
zaczną śnić się nam na jawie
tobie myślą herbacianą
a mnie przy porannej kawie

ukołyszmy na biegunach
poplątane ścieżki losu
ty w rusałkę zamieniona
ja splatając dłonią włosy

i z lekkością elfów leśnych
gdy strącają z kwiatów rosę
ty zaprosisz mnie na ucztę
ja do nieba cię poniosę


choćby szeptem

nauczyłaś mnie patrzeć
zielenią swoich oczu
poczuć co to tęsknota
i wplatać ją w wiersze

zapewniałaś o miłości
wpisanej w poplątane ścieżki
dwojga samotnych serc
o oddechu na jutro

owinęłaś niczym szalem
delikatnym powiewem
z muślinowych tchnień
i falą ciepłych słów

dziś gdy się chmurzy
wszystko traci sens
przywróć mu znowu blask
...choćby szeptem


pragnę
by już było dużo wiosny
i dwoje ciepłych rąk
w moich włosach
i byśmy nie nazwali tego
żadną poezją a nawet szczęściem

pragnę
schować do kieszeni twe spojrzenia
i spadającą gwiazdę
zamknąć w dłoni dla ciebie
i byśmy byli sobie bardzo bliscy
a świat nami nieziemsko zdumiony

bo właśnie chcę najprościej
na srebrnej tacy księżyca
podać ci kolację
i patrzeć - jak zgryzasz
śpiący złoty
pomarańcz obcisłą skórę

potem
palcem
przeciągnąć po twoich ustach
całych w pomarańczowej krwi
i ustom moim ponieść
pachnącą wieść o tobie

najzwyklej
na złotej tacy słońca
przynieść pogodny świt
ponad twym łóżkiem wzejść
gdy wstajesz
i przeciągając srebrne ramiona
mówisz - dzień
[Poświatowska]

pytasz co jeszcze pamiętam z tych wypraw po słońce?
zieloną przepaść
pod nogami
setką zieleni wirującą

dwie zimne dłonie i krzyk stłumiony
ciii, bo patrzą
pajęczyna dłoni splecionych na zawsze
i marzenia w oczach
i oddech zbyt ciężki

[....]

wiatr ciepły
płynący po twarzy
i ten uścisk zbyt mocny

dlaczego

droga od opuszków
wyciągniętej ku tobie ręki
do środka mojego serca
jest tak wyboista i pełna udręki

dlaczego w gonitwie
za mrzonką co szczęściem się zowie
jestem bezkształtnym pionkiem
na szachownicy królowej
[Nico]

Zamyślenie

Zwyczajność otulona w sny,
ubrana w słowa z kokardkami,
dotyka tęsknot, pieści czas,
wciąż nienazwany spojrzeniami.

Czy to jest ktoś, tak znany ci
kogo brakuje w dwuszeregu,
kto twoją dłoń otuli swą,
i już nie zgubi w życia biegu.

I wasz życiowy piękny walc,
zatańczy w oczach twych zgubiony,
zabierze w noce, w których was
ranek odnajdzie przytulonych.

/nieodgadnione ścieżki/

w przedświcie drżących obaw
rdzewieją moje myśli
wyfruwając w nieznane
jak stadko spłoszonych gołębi

więc bez fałszywych gestów
przez łzy i bez zbędnych słów
obiecaj że nadal będziemy
iść razem – ramię w ramię

dopóki nasze głowy
nie otuli srebrna pajęczyna
rozjaśniając zmarszczki
po niespełnionych snach
[Nico]

CHCESZ SIĘ KŁÓCIĆ?!

/czekam na ciebie/

Czekam na
           ciebie
                od lat od lat
I nie wiem czy tyle miałaś wcieleń
Czy jesteś jedną z twarzy tej
Na którą czekam
                 od lat od lat
Poruszę niebo poruszę ziemię
By znaleźć tę - hej wietrze wiej
Na którą czekam
                  od lat od lat
[Wojtek Bellon]

powlokłam lakierem paznokcie
i moje palce błyszczą
panie mój bądź miłościw
moim myślom

obrysowałam ciemną kredką powieki
i niebo gwiaździste odbija się w mym spojrzeniu
panie mój bądź miłościw
memu pragnieniu

przywitałam cię pocałunkiem
najprościej
panie mój bądź miłościw
mojej miłości

/Romans/

Księźyc w niebie jak bałałajka,
ech! za wstążkę by go tak ściągnąć
i na serduszko -

byłaby piosnka bardzo nieziemska
o zakochanych aż do szaleństwa,
nieludzko.

Jeszcze by można rzekę w oddali
i cień od dłoni i woń konwalii
dziką;

ławkę przy murze, a mur przy sadzie
i taką drogę, która prowadzi
donikąd.
/że nawet../

twój sen się właśnie z moim
umawiał dzisiaj na noc,
co będzie jak ze sobą
do rana tak zostaną?

gdy zaśpią i przebudzą
powiedzmy już nie we śnie,
ale w prawdziwym życiu
twój z moim jednocześnie?

i nazwą po imieniu
to jednym słowem – miłość,
a my powiemy wtedy…
- nawet się nam nie śniło.
[Alicja]

/Spotkanie/

Spotkaliśmy się
po tylu latach

nie
nie rzuciliśmy się sobie
w ramiona

nie całowaliśmy się
jak opętani

i żadne z nas
nie płakało

skąd więc
wszyscy w około wiedzieli,
że aż tak bardzo
nam siebie brakowało ?....
[Lil Kim Lee]
/Ocean rozkoszy/

Co noc jestem w twoich snach
Delikatnie pobudzając pragnienie
Odkrywam marzenia
Zanurzam się w nich
Jak w oceanie rozkoszy

Płynę, prądy unoszą mnie
Poddaję się im
Wiem że wypłynę
Aby zaczerpnąć oddech
Niech porwie mnie golfsztrom
Zwany miłością
[Ola]
/Tęsknota/

Kroki na schodach
aromat kawy
filiżanka z Norwegii
czarno - złota
"3 Dorrs Down"compact
półka w szafie
zapach Armaniego
ulubiona książka
błękitny obłok na niebie
i poduszka obok ...
To wszystko
przypomina mi Ciebie...  
[Nureczka]
Słodkawy smak przyjemności

Słowa czasem nie lubią papieru,
milczenie jest im bliższe.
Razem w objęciach,
tak bez celu,
spacer wśród myśli...
Pamięci alejka.
Wspomnieniem oddech.
Czas, co jak łyżka miodu.
....A oglądając się za siebie,
widzisz tylko to, co dobre.

pocałunek

Wpierw delikatnie
pierwszy...
piąty...
a potem
dłonie znajdują dłonie
czują ciepło naskórka delikatnego
czują drżenie nerwów
pocałunki gorące
usta nabrzmiałe
wilgocią
ochotą spicia tych drżeń
tej delikatności
podniosą tętno w skroniach
przyspieszą bicie serca
całować nie jest grzechem
przy blasku ognika świec
gdy ciało błyszczy leciutko jaśniejszą poświatą
gładkością swą przygarnia usta całujące
ramiona
piersi
dotknięcia zmysłowe
delikatne jak powiew zefira
wiatru nadmorskiego
o świcie
ponad falami
czy zadrży
czy uniesie się zmysłowo
ponad te chwilę czarowną

/sprawunek/

sprawiasz że jest mi wspaniale
radość gości w moim sercu i duszy
śmiejącej się do słońca i gwiazd
na niebie błękitnym jak twoje oczy

masz dobry wpływ na mnie i moje sny
przez ciebie marzę codziennie piękniej
o wszystkim co mnie otacza w szarzyźnie
powszedniego chleba i trudu życia
pajęczyna/

jak ten świat się dzisiaj szybko zmienia
kto zrozumie i podąża za postępem tym
jeśli postęp to jest odpowiednie słowo

telefony poczęstują nas już nawet kawą
 a z maszynki do golenia
 śpiewak śpiewa dla nas
rano boję się już podejść do lodówki
 a nuż coś tam znowu źle nacisnę
 jak tu wejść mi dziś to toalety
 hasło z głowy wyleciało mi

pajęczynę jak pająki sobie tkamy z sieci bytes i bites i tam czort wie tylko jeszcze co

świat dzisiejszy to jedyny duży klawisz
dotyk dłoni na odległość jego jest gdy ci smutno to przytulę chętnie ciebie
 emocjonek mam tu przecież do wyboru
i dopiszę tylko bardzo ciepło
 tylko jak to ciepło wysłać ci
gdy całuję twoje usta to w ekranik i na kawę cię zaproszę
 też już filiżankę ci wysłałem mówiąc chodź napijmy się jej wspólnie
 chociaż kilometry dzielą nas

pajęczynę jak pająki sobie tkamy z sieci bytes i bites i tam czort wie tylko jeszcze co

kto obecnie listy pisze pięknym piórem
 a co filatelista zbiera dziś
 może jakiś chip z Madagaskaru i aby się nim pochwalić na gg zaprosi cię
 jak wygląda to z miłością
 powiedz mi kocham
 już ci napisałem i wciąż sercem ją odczuwam


 jutro wlepią mi procesor tam który piękny ma IP
 co to proszę mnie nie pytaj
to podobno adres jakiś jest tylko, że bez adresata
jaki joystick złączy nasze ciała które USB rozkoszy da

pajęczynę jak pająki sobie tkamy z sieci bytes i bites i tam czort wie tylko jeszcze co

coraz większe rosną nam korzenie przed ekranem
 no i klawiaturą też zapominając, że pająki aby przeżyć pajęczynę tkają swą
 a my śnimy w wirtualnym świecie
 i obudzenia nadszedł wreszcie czas
 jutro może być już za późno
 i stwierdzimy tylko to, że na stałe jesteśmy w niej zaplątani
[Bazyliszek]

 

***(zasnąć tak...)
zasnąć tak
zaplątana w cieple ramion
okryta spokojem
wtulona w zaufanie
z szeptem milknącym nagle
gdy sen zamyka ci usta
z moich włosów twoja poduszka
kołysanką bicie serca
oddech już taki zapomnieniu bliski
i nie ważne co się przyśni
ważne ze jesteś
pełen myśli
tęsknoty
po świtu dotyk...

/Grzech milczenia/

Grzechem jest milczeć
Gdy w głowie wzbierają myśli i słowa
Grzechem jest zabijać w sobie głos
Gdy ten chce wydobyć się z gardła dźwiękiem
Grzechem jest zatykać dłonią usta i udawać obojętność
Gdy w sercu płonie ogień
Grzechem jest na siłę powstrzymywać się przed miłością
Chociaż czujesz to
Że miłość wschodzi w tobie
Ciepłym słońcem

/skosztowałabym.../


skosztowałabym twoich ust
niespiesznym zaspokojeniem
pragnienia o zmierzchu
na granicy zmysłów
                [ANka]

 

Przytuliłam się do niego.
Pachniał pięknem, które podarował mi sobą.
Jego oczy mówiły, choć usta pozostawały lekko uchylone.
Jego dłonie śmiały się, wzrok wypatrywał dzikiej oddali.
Szeptem obejmował, co mu się do serca żali...

Poczułam chwilę, w której byliśmy,
Nadsłuchiwałam, czego nie widzieliśmy…
Aksamitnym ciałem rozbudzał we mnie pożądanie…
Tak, właśnie teraz, co stać się ma, niech się stanie…
[Femina]

Trudna jest miłość w naszym wieku.
taka zupełnie nie dla ludzi.
kiedy przypadkiem się obudzi
to pozostawia na człowieku
Leciutki dotyk niepokoju...

Przecież nie mogę Ci uwierzyć,
że tak do twarzy mi w niebieskim.
Albo, że piękno jest w prostocie.
gdy włosy wiążę
albo siadam...
Ja wtedy nic nie odpowiadam
lecz szukam w myślach doświadczonych
sensu tych słów
już zakurzonych...

Przecież nie wierzę, że nie widzisz,
jak latem się otulam szalem.
Gdy w oczy skryte futerałem
razi mnie światło nazbyt szczere..
Jak mam Cię słuchać, kiedy szepczesz
że czas to rzeźbiarz tatuaży..
a każda zmarszczka na mej twarzy
powstała z marzeń?
i jest piękna?

Lubię te myśli Tobą płoche
Te nie na miejscu,
nieprzystojne
Szepczą do ucha, coś wesoło
Wtedy oglądam się wokoło
I gdy już wiem, że nikt nie widzi
(I nikt mi chwili nie ukradnie)
Sięgam do torby -
Tam, gdzie na dnie
leży ten śmieszny dar od Ciebie
Zrobione z kilku płatków szarych
Małe różowe okulary...

Gdy któregoś dnia podasz mi dłoń swego istnienia
A na niej będziesz miała potrzebujące pomocy serce - nie odrzucę jej
I na twój gest odpowiem uśmiechem
I wyciągnę ku niej swe dłonie
A gdy te spotkają się z sobą
Najpierw ucałuję twoją dłoń
A potem wleję w nią swój dotyk
Bo chcę aby on był w tobie
I chcę byś poznała jego ciepło

Gdy któregoś dnia poprosisz mnie abyśmy stanęli razem na skale
A potem skoczyli z niej w przepaść
Nie zawaham się i uczynię to o co poprosisz bo jestem twym przyjacielem
Ale najpierw spróbuję przekonać cię
Abyśmy w przepaść zepchnęli tylko naszą obawę i wielką samotność
I te wszystkie złe sny o przyszłości
I zamiast tego wpletli we włosy dziki wiatr
Który owiewa nam twarze
Ten wiatr
Który tak pięknie pachnie nasturcją...
***/osobny dzień/

osobny dzień
osobna noc
a jednak wspólna siła
i wspólna moc
większość rzeczy
robimy osobno ,
ale tak trzeba podobno

a jednak
wzajemna tęsknota
i wzajemne pragnienie
umacnia nasze wzajemne istnienie
/Nie rozłączą nas/

Nie rozłączą nas pożegnania:
wracamy do siebie zawsze.
Mądre są nasze serca
i od myśli stokroć łaskawsze.
Przejechaliśmy lekkomyślnie
jeszcze jedną szczęścia stację.
Byłam winna?
Gniewasz się na mnie?
Oboje mieliśmy rację.
Gdy się kocha
wszystko jest prawdą.
Nawet kłamstwo w prawdę się zmienia.
Ginie przepada żal
od jednego uściśnienia.
Lecz nie można błądzić na wichrze
by tej prawdy słowa usłyszeć.
Skryć się trzeba w domu wieczorem
i we dwoje wtulić w ciepło i ciszę.
*** / świeża miłość.../

świeża miłość boi się łez
których niecierpliwie
pragną rzęsy

zapobiegliwy rozsądek
ukrywa je w niewinności
pierwszego pocałunku

ledwie się zaczęła
a już świeża miłość
boi się rozstania

pierwsze rozstanie
urywanym oddechem
budzi drżącą zazdrość

ale najbardziej ze wszystkiego
świeża miłość
boi się... śmieszności
Fatamorgana

Nie ma dla nas miejsca na ziemi ni w niebie!
gdybyż znaleźć raz mieszkanie, choćby i w fatamorganie!
Tam siedliśmy w ciszy zapatrzeni w siebie,
serca by nam zbłękitniały na powietrzu współrozwiane.

A gdyby jakiś Arab spojrzał w naszą stronę
i wyruszył w tysiąc koni zdobyć nasze blade gniazdo:
mury z chmur i turkusów, wieże otęczone
i oazy atłasowe, gdzie lśni palma modrą gwiazdą,

wówczas kraj zadrży cicho w posadach z opali,
zwinie palmy i obłoki, skurczy swe niebieskie nerwy,
i jak łódź w miękkich susach odpłynie znów dalej,
niosąc w błękit nasze oczy, całujące się bez przerwy.
/w połowie/

spotkajmy się na spacerze
to taki prześliczny zwyczaj
najlepiej w połowie drogi
przytomni wpół bez księżyca

po cóż błądzić osobno
półsenne w północy spokój
skoro się już znaleźliśmy
półszczęścia złóżmy w półmroku

a niech się każdym półzmierzchem
świat nawet cały zadziwi
że my tak ciągle ze sobą
półszeptem i półnieżywi
/Jak Ogień i Woda/

Budzę się by sprawdzić,
Czy świt nie nadejdzie...
A lipcowe Niebo mrugnie okiem
Zrzucając kilka gwiazd,
Nim najjaśniejsza wzejdzie.

Wiśniowy wiatr
Pogłaszcze nas po głowach...
A my...
Objęci, w deszczu pocałunków,
W niewypowiedzianych słowach.

Zagubieni w raju,
Wciąż szukamy siebie...
W każdym dotyku
Czytając myśl swoją,
Błądząc po własnym Niebie...

Chcemy być zaczarowani,
By tej nocy nieprzerwanie trwała uroda
Bo nazajutrz znów będziemy...

Niczym Ogień i Woda...
/Nasze małe niebo../ 

z tobą.. 

w tobie znaleźć raj..
dotknąc razem ..
choćby myślą nieba..
wznieść się ponad szarość dnia..
tobie jedno skrzydło..
drugie mnie..
ofiarował szalony Bóg..
obejmij mnie..
razem uniesiemy się..
miłości uściskiem..
to będzie nasz ogród pełen gwiazd..
na granatowym niebie..
nasz czas..
wspólny mały świat do spełnienia marzeń..

Uparta miłość/

Przyszła do mnie w chłodnym deszczu
zawieruchą otulona
nie szukałam
nie pukałam
nie tęskniłam
Oknem weszła, czy kominem
licho wie, tak jak to ona
chciałam skryć się
lub uciekać
nie zdążyłam

Przymilała się tak słodko
chciała serce me otworzyć
tym uśmiechem
co otwiera
wszystkie wrota
Więc broniłam się ,prosiłam
by zechciała mnie zostawić
bo ja nie chcę
ja nie mogę
nie pokocham

Ale ona przyklęknęła
i błagała mnie ze łzami
uczyniła
bardzo wiele
by mnie wzruszyć
I uległam jej namowom
i została między nami
nasza miłość

no i nie chce
stąd się ruszyć.

 

Róża Mgiełki

Płatkiem róży całuję twoje usta.
Pachnące herbatą z dodatkiem cytryny.
Słodyczą kremu z rurki, co już prawie pusta.
Błyszczące w ciemnościach kolorem maliny.

Dotykiem kochania, bez słowa w milczeniu.
Marzeniem Mgiełki, w słoneczny poranek.
Wpatrzeni w swe oczy, w tej ciszy, w marzeniu.
Ja twój, a Ty mój stłukłaś łez pełen dzbanek

Dotykiem dusz uczuciem pieszczoty.
Dwóch serc co dla siebie biją.
Po wielu szarych nastał dzień złoty.
Kochających się ludzi, co dla siebie żyją.

 

Dotykana przez słowa

Dotykana przez słowa
Pieszczona przez dotyk
Odpływam w otchłań
Zasłuchana w rytm serca.

Każda minuta, następna godzina
Sprawiają ,że jestem
Bardziej szczęśliwa.

Zaczynam żyć od nowa...
Choć to nie łatwe zadanie.
Lecz nie martwię się wcale,

Czas goi rany,
Ruszam za głosem serca,
Zamykam kolejny rozdział życia
Na pewno się uda!
Ponoć -Wiara czyni Cuda...

 

Dobry początek dnia
To czuły pocałunek na dzień dobry
I gorąca kawa z mlekiem
Wypita w bieli pościeli

Dobry początek dnia
To ta pierwsza myśl
Która wschodzi w głowie światłem
- jak słońce

Dobry początek dnia
To jej roześmiana twarz
Która wita cię uśmiechem
Twarz kogoś kto bardzo cię kocha

Dobry początek dnia
To głos który łagodnie wypowiada twoje imię
A w jego czystym brzmieniu
Nie ma ani jednej nuty fałszu

Dobry początek dnia
To brak strachu przed jego końcem
Dobry początek dnia
To dobry wszystkiego początek . .  

/Poranki/

kolacja - białe wino
co kaleczy przełyk igiełkami chłodu
w blasku świec
róży falujące płatki
ty pochylasz głowę
składając usta do pocałunku
rano już tylko zimne piwo
dla zduszenia ognia
powrót do rzeczywistości
ale dotyk twoich ud
i ponownie wybuchamy miłością

 

Jest w Twoich oczach...

Jest w Twoich oczach jakiś bezkres,
który chcę poznać...

Jest w Twoich oczach jakaś siła,
której potrzebuję...

Jest w Twoich oczach jakiś spokój,
którego mi brakuje...

Jest w Twoich oczach jakaś mądrość,
która mnie przyciąga...

Jest w Twoich oczach jakaś część mnie...
którą odnalazłam...

Kiedy listki szemrzą w kubku kawy

Zielone listki szemrzą
W kubku kawy
Stworzonej z myślą
O unicestwieniu snów
O poranku
Podarte poduchy
Trzepoczą wesoło
Gdy wiatr tak czule je pieści
 

/O poranku w objęciach Pięknej tancerki/

pieściłaś mnie spojrzeniem
koiłaś swym dotykiem
zapachem zniewoliłaś
pocałunkiem rozanieliłaś

w objęciach tańczyłaś
do jesiennej muzyki
spadających liści
o złocistych barwach

ławeczka nad wodą
niczym przystań morska
ugościła nas swym wdziękiem
dając spokój i wyciszenie

trwaliśmy w objęciach
miłość nam w duszach grała
wietrzyk przemykał delikatnie
między naszymi pocałunkami

chcąc zatrzymać czas
zagubieni w pieszczotach
wybiegaliśmy myślami
w przyszłości przestrzenie

to spotkanie niczym marzenie
dało nam siłe i natchnienie
odsłoniło kolejne wartości
na drodze naszej miłości
 

Otulamy naszą miłość
ciepłym gestem, miękkim szlem.
Od nawałnic ją chronimy.
Wady ma ... lecz więcej zalet ...
W serca wlewa się cieplutko,
sił i skrzydeł wciąż dodaje.
Jest nam kołem napędowym,
bez niej żyć nie mogę wcale!

Pielęgnujmy ją żarliwie,
bez ustanku, dzień po dniu.
Jeśli zgasłaby przypadkiem
braknie tlenu, chęci, tchu ...
Zmienia się, ewoluuje.
Jest jedyna, wyjątkowa.
Odradzając się w niej stale
co dzień kochać chcę ... od nowa!
 

ZWYCZAJNIE JESTEM

słyszysz?
Wiatrem powiałam zaszeleściłam liściem,
Czy widzisz?
Zawsze jestem przy Tobie.
Czasem snem pięknym, co Ci się wyśnił.
Słyszysz mnie teraz?
Właśnie zaszumiałam morzem,
Pogłaskałam Twoje oczy.
Są takie szafirowe.
Zobacz…
Chmury na niebie tańczą,
Obłoki się tulą do siebie.
Dziś byłam wyciśniętą przez Ciebie pomarańczą,
Wypiłeś mnie do dna.
Czy czujesz?
Dotknęłam Twych ust pocałunkiem,
Jestem pieszczotą, która głaszcze Twoją twarz.
Zamknij oczy dotknij mnie.
Jestem gościem w twoim sercu,
Kołysz szeptem mnie.
 

/Byłabym/

Gdybyś był, a nie bywał
Raz na jakiś czas .
Byłabym wreszcie "czyjaś"
Nie "bezpańska" - aż tak .

Gdybyś miał, a nie miewał
Czas i chęć i gest .
Byłabym na wyłączność
A nie - ogólnie dostępna .

Jesień trwa -
Rdzawych liści czas,
Kaloszy peleryn i mgły
Jesień trwa -
Szpetnej aury czas
Pod płaszcze się pcha
 

**WSZYSTKO TO KOCHAM JAK CIEBIE **/

Patrzę na kubek,
z którego pijesz kawę.
Dotykam ustami....

Tulę poduszkę, do której
przykładasz głowę.
Wygładzam myślami...

Biorę do ręki długopis,
pisałeś przed chwilą.
Niech podsunie słowa...

Wkładam koszulę,
którą lubisz,
choć stara i płowa...

I wszystko to kocham,
jak ciebie.
Do rozdwojenia jaźni...
 

/Nad rankiem/

Serce me zbudziłaś ze snu
Zaczęło ciepło bić
Zapragnąłem nagle żyć
Kochać Cię i być
Upojone serce me Twą miłością

A Ty zamieszkałaś już w nim
Gdy słoneczko już puka
Promieniami zakrada się
Całujesz me usta

Niech oczka otworze
Dłonią dotknę Twej twarzy
Poczuję się jak w niebie
Namaluję Cię tam wpośród chmur
I utulę w ramionach swych
Pocałuj mnie i uśmiechnij się

Znowu w marzeniach pływam...
 

Trzeci wymiar miłości


Tuż obok nas na dłoni dotyk
miłość rozkwita jaśminu pąkami,
czułość i troska perlą się na łące,
śpiew serca słychać tęsknymi ariami.

Gdzieś blisko strumyk zrozumienia
szemrze, o dwojgu - w uścisku błękicie
w żabim rechocie emocje wznoszące,
trzeciego wymiaru-wymarzone życie.

 

Jestem kwiatem który rozkwita...
Kiedy ty mnie dotykasz
Twoje usta goreją
Moje dłonie szaleją
Kiedy jesteś blisko mnie...
- Tuląc i pieszcząc

Chcę w twoich objęciach lec...
Lubię gładzić włosy twe
Delikatnie całując twoje skronie
Odchodzisz - aby wrócić...
Mówisz że mnie lubisz...

Pragniesz  być...
Nie mówiąc nic...
Chcę spojrzeć i dotknąć Cię
Jesteś mym snem życia
Cieniem który stoi tuż obok mnie...

Uśmiechem dnia
Rozkoszą nocy
Która trwa - a ja...
- Będę kwiatem tym...
Który z każdym dotykiem twym
Będę rozkwitała i pachniała....

Pachniała i rozkwitała...
 

*/..by cię dotykać../

Deszczem się stanę by cię dotykać
wiatrem by móc po tobie wędrować,
lecz jeszcze obok siebie mam pustkę
jeszcze daleka do ciebie droga.
Jeszcze niecierpliwość łaskocze nam serca
i tęsknota smaga biczem niepewności.
kiedy nadejdzie ta chwila radości
gdy dłoń ma dotknie twojej dłoni

Jeszcze nie potrafię wypatrzyć Cię w tłumie,
Kiedy wędrujesz przed siebie swoimi drogami
Jeszcze zapachu twojego rozpoznać nie umiem
I ciepła twych rąk- między słów kwiatami.
Lecz już posyłam ci morze przytuleń
deszcze pocałunków i tęskne westchnienia.
Cichutko szepczę -może usłyszysz,
Czekam ,wciąż czekam...
 
Kusicielka

Kocim ruchem przeciąga się z rana,
oczy ciągle na wpół ma przymknięte,
niby jeszcze troszeczkę zaspana,
a już przecież zarzuca przynętę.

Białe dłonie wyciąga do Ciebie,
plącząc myśli i snując zaklęcie,
jeszcze chwila i sam nawet nie wiesz,
co się dzieje w porannym zamęcie.

Spod powieki leniwe posyła
błyski, które rzęs kryją firany,
odurzenia mgła ciało spowiła,
jużeś magią jej snów opętany.

Półuśmiechem na ustach kuszącym,
nim spostrzeżesz, do serca się wkrada
i już skronie pragnieniem tętniące,
już myślami własnymi nie władasz.

Gdy chcesz sięgnąć - wymyka się dłoni,
niby Twoja, choć jeszcze daleka,
a Ty za nią w namiętnej pogoni -
to się zbliża, to znowu ucieka.

Lecz gdy wreszcie pozwoli się schwytać,
pędzlem ust namaluje marzenie,.
satynową pościelą okryta
skryje Twoje i jej zatracenie.
 
Upijesz mnie swą namiętnością

Miłością swą narysujesz drogę
Błądząc dłonią po mym ciele
Pocałunkiem myśli swych
Ogarniesz każdy serca mego kąt

Smakiem swojego pożądania
Obejmiesz ciało me
Oddechem nocy dotkniesz
Pokazując gwiazdy

Wzrok swój przenikliwy
Utopisz w kieliszku wina
Stojącym na stole

A później
Upijesz mnie
Swą namiętnością..
Idziemy...

Idziemy parkową aleją
pod nogami liście się ścielą
każdy tańczy, pojawia się i znika
Jesień srebrem sypie z koszyka

Idziemy tak zwyczajnie, bez celu
otuleni ramionami nadziei.....
I choć czas niemiłosiernie płynie
tyle pięknych chwil mieści się w godzinie...

Idziemy tak po prostu, bez słowa...
Zanurzeni w swoich światach bez obaw,
że ktoś je podepcze, zrujnuje....
lub na inny kolor przemaluje....

Zostawiamy sobie margines życia
by własną wolą móc oddychać,
by wzajemnie się kołysać
pełną zrozumienia ciszą....

Idziemy...pod nogami jesień się wije
Nasze serca jednym rytmem biją
Marzenia, wspólne chwile otulają
Jesteśmy jedną duszą....i ciałem...
 
/Jak cudownie/

Jak cudownie, że mam Ciebie, nie obawiam się niczego.
Nawet wtedy, gdy Cię nie ma, łączy nas coś niezwykłego.
Potrzebuję Cię niezmiernie, jesteś ogniem mojej duszy.
Płoniesz we Mnie, gaśniesz we Mnie, każdą chwilą umiesz wzruszyć.

Jak cudownie, że mam Ciebie, nic od zewnątrz nie dociera.
Zło przemija gdzieś za rogiem, w Tobie widzę przyjaciela.
Ty otwierasz moje oczy, by widziały, to co trzeba.
Ofiarujesz ciepłe chwile, w których czuję nutkę nieba.

Jak cudownie, że mam Ciebie, z Tobą łatwiej się odnaleźć.
Moja dłoń spoczywa w Twojej, razem łatwiej nie oszaleć.
Rzęsy twoje kreślą niebo, a opuszki palców ziemię.
Słowa dają smak powietrzu – już bez Ciebie żyć nie umiem!!!

 
/Spojrzeć w oczy Pięknej Tancerce/

spojrzeć ci w oczy
i powiedzieć
kocham
miłować
na zawsze
bezustannie
szacunkiem
darzyć
śnić o tobie
marzyć
poezjo ma
muzo
kobieto
przyjaciółko
kochanko
trwać
w sercu
twym być
zatracić się .....

 
/.....bukiecik jesieni..../


Patrząc przez okno między żaluzji prześwitami,
Nim zapiał kogut w mym telefonicznym budziku,
W półmroku poranka doświetlanego latarniami,
Dostrzegłem ich dwoje we mgle na chodniku.

Oboje zamyśleni szli razem, lecz obok siebie,
Nie rozmawiali ze sobą, nie trzymali za ręce.
Słoneczny brzask pojawiał się wolno na niebie,
Ptactwo trele w niebiosach słać jęło w podzięce.

Nagle podmuch wiatru, porwał liście jarzębiny.
Zawirował nimi i ułożył pod nogi obojgu idącym.
On roześmiał się wesoło do swojej dziewczyny,
Podniósł je, podając jej bukiet jesienią tchnący.

Słonce oświetliło promykami jej twarz zdziwioną,
Przyjęła uśmiechając się podany bukiet jesieni,
Rozpoczęli oboje między sobą rozmowę ożywioną,
Idąc już dalej chodnikiem, czułym uściskiem złączeni ...
 
/powiedz mi kochanie/

powiedz mi kochanie

kiedy znów ze mną będziesz
byś wschód słońca podziwiać mógł
i mgły w księżyc ubrane i nów

powiedz mi kochanie

co tak pięknie nad lasem się wije
czy to moja tęsknota czy żal
że znów samotnie kawę poranną piję
 

Wyspa

W złotej promenadzie promieni słonecznych
Zachłannie otulam się naszymi szeptami...
Mroźna zima w moim sercu trwała długo,
Wniosłeś wiosnę, ożywiłeś wszystko barwami

Pojawiłeś się pomiędzy Niebem a Piekłem,
Zaistniałeś pomiędzy krzykiem a milczeniem.
Moje szczęście chcę wykrzyczeć całemu światu:
Jesteśmy naszej czasoprzestrzeni spełnieniem!

Jesteś Darem od losu i Niebios otchłani!
Jesteś tchnieniem nadziei i szczęściem z mych snów,
Myślę tylko o Tobie... Najdroższy... Kochany...
Ciepło milczenia... Żar niewypowiedzianych słów.

Pogrążeni w odmętach rzeczywistości,
Zachłannie szukamy naszej Wyspy Szczęśliwej,
By na niej osiąść i tulić chwile radości,
By być blisko siebie... coraz bliżej... najbliżej...
 
/Przyjdę do Ciebie.../

przyjdę do ciebie kochanie
przyjdę do ciebie w noc ciemną
z mnóstwem czarownych słów
które można jedynie wyszeptać

ze wspomnieniem owego nieba
z pokusą by postawić w życiu
wszystko na jedną kartę
przyjdę do ciebie

tylko jeszcze tak wiele muszę
zanim przyjdzie ten dzień
 
/Wybrałeś mnie./

wybrałeś mnie
dałeś miłość spokój bezpieczeństwo
dałeś szczęście chwil spędzanych razem
dałeś....człowieczeństwo

wybrałeś mnie
z tylu innych spośród miliona
teraz ja płonę żarem miłości
i z nią mogę u stóp twoich skonać

wybrałeś mnie... dla siebie
taką jaka jestem
nie kazałeś się zmieniać
wziąłeś z całym mym jestestwem

wybrałeś mnie
bo takie losu przeznaczenie
na kolejnych nocy i dni
miłosne tchnienie...

 

/Wolno marzyć/

Jasną drogą mnie prowadź ku słońcu
po promieniach co płyną ku ziemi
parasolem swych ramion nas osłoń
może wreszcie nasz los się odmieni

chcę pobujać przy tobie w obłokach
w księżycową noc cię przytulić
liczyć gwiazdy pod nocy osłoną
i do łez się przy tobie rozczulić

pragnę liczyć wraz z tobą poranki
i poranną ci kawę zaparzyć
by dzień wspólny był codziennością
[...]
 

/Cud Miłości/

Gdy dotykasz moje serce,
nic nie mówię - pragnę więcej!
Twoje dłonie płyną po mnie
i wgłębiają się spokojnie,
nie, nie bolą mnie zabiegi
- Twoich myśli
gestów
szeptów
znów spieszymy się nagleni
brakiem czasu, bez szelestu;
zbędni wszystkim
dla nikogo - uciekamy
wciąż ku sobie, a smak głodu
znów u progu,
mamy siebie, tylko siebie!
 

/Bez słowa/

Oczy twoje i spojrzenie
Toczy się bez słów rozmowa
Miły uśmiech jakiś gest
Dotyk dłoni silny dreszcz
Pożądanie i pragnienie
Namiętności i spojrzenie
Twoje usta moje ciało
….Pocałunek…
Magia ciała usta moje
To pragnienie silne jest
Namiętności wielki szał
Gimnastyka, rozkosz wielka
Przytulone ciała dwa
Potem cisza i wspomnienie
 

/sukienka/

letnie suknie jak barwne motyle
unoszą kobiety na skrzydłach marzenia
gdy otwierają szafy i myślą przez chwilę
którą z nich wybrać by odpowiednia była
na czas i okazję

ta jasna przypomina gwiazdę
ta w barwne kwiaty jest jak łąka za domem niedaleko
tę pamiętasz kiedyś była bielutka jak mleko
a błękitną sukienkę powiewną jak obłok na niebie
kiedyś dawno włożyłam dla ciebie...
 

/Kochaj mnie/

Kochaj mnie nie patrząc na nic,
Kochaj wyłącznie z miłości,
Kochaj mnie nawet gdy będziesz miał wątpliwości,
Kochaj mnie z dużej odległości i nie opuszczaj.

Bo życie nasze tak się toczy,
wszyscy tego potrzebują,
wszyscy potrzebują jej..
tak ciepłej i namiętnej.

Miłości,
Szczęścia,
Szczerości,
Zobowiązania,
Bezinteresowności.

Potrzebują jednej jedynej
na samym szczycie..
Bezinteresownej miłości,
czystej szczerości a zarazem wolności
potrzebnej do szczęścia.

To miłość kochanie,
To miłość...
Kochaj, bądź, zostań
nie opuszczaj.
 

podpatrując zwyczajność

przepraszam może Pani wie jak dojechać do Stacji Miłość?
mówi Pani że to iluzja? że taka stacja nie istnieje?
to niemożliwe wczoraj widziałem dwoje ludzi w parku
trzymali się za ręce i szli w poprzek kartek z kalendarza

za nic sobie mając że szron już i policzki przykurzone
on odgarniał włosy z jej twarzy by dojrzeć wczorajsze błyski
ona układała kolejny pasjans z liści ich serc

i wyszedł... więc niech mi Pani nie mówi że to miraż
gwiazd też nikt nie sięgnął a każdy ich wypatruje
by wyszeptać życzenie gdy któraś zacznie spadać
 

/kształt pragnień. Ty./

z absolutnej ciemności
z krainy bezkształtu
pustej jak dotąd
wyłonił się kontur
blady i nikły
zbyt delikatny
by go pochwycić
zbyt piękny
by dziełem mógł by być człowieka
tak bliski
a odległy
tak radujący
choć budzi we mnie niepewność
niszczy fundamenty
a jednocześnie wznosi wielką budowle
skromny
a godzien podziwu
przysiądę w bezruchu
i oczy nacieszę
tym kształtem
zrodzonym z moich pragnień...
 

/Marzyć i Śnić/

Słońce ziemię ogrzewa
Księżyc swym blaskiem ją przykrywa
A Ty przy mym boku
I na jawie i we śnie

Niech chwile nasze będą radością
Serca nasze upojone miłością
Pocałunki rozgrzewające
W chwili spojrzenia

O Tobie marze i śnie
W codzienności mej
Przytul się do mego ciała
I pozostań w ramionach moich cała

Z magią miłości zamienię się w ptaka
Na skrzydłach uniosę Cię ku niebu
Wtulisz się w ciepły puch
Poszybuje pomiędzy chmurami
Tam gdzie słońce zachodzi

W stronę tęczy Cię zabiorę
Dotkniesz swoimi dłoniami
Świata barw
W chwili spojrzenia

I nie chce nic kryć
Po prostu kochać Cię być
Całym sercem swym
Czule i namiętnie

I to wszystko z miłości
Marzyć i śnić
W jednej chwili stanie się rzeczywistością
A Ty wciąż koło mnie kochanie...
 

/W Twoim śnie.../

Gdy zamkniesz oczy...
W białą pościel,
Cichutko się wtopię.
Ukryta w ramionach nocy,
Ciepłem otulę, pieszczotą okryję.
Włosami oplotę Twe ciało.
Całować będę, każdy milimetr.
Dotykiem, rozbudzę pragnienia.
Namiętnością ,wypełnia się sen.
Pożądanie wzmaga się...
Ćsii.....
Budzi się dzień...
 

/ Chcę być razem z Tobą......../

Chcę być razem z Tobą
w dzień i noc ciemną.
Chcę trwać przy Tobie
w smutku i w chorobie.
Chcę być razem z Tobą,
gdy obudzą mnie koszmary.
Chcę być razem z Tobą,
gdy będziesz już stary.
Chcę patrzeć Ci w oczy,
chcę całować usta Twoje
i szeptać cichutko.....
Kochanie Ty moje.
Więc proszę ...zostań,
bym mogła to wszystko Ci dać.
Więc proszę... nie odchodź,
nie chcę już sama spać.
 

Kropelki rosy na twym nagim ciele

szukam na błękitnym oceanie
wspomnień minionego lata
kiedy kropelki rosy
na twym nagim ciele
prześwietlane promykami
słońca spływały delikatnie
tworząc tęczowe smugi
jak górskie dróżki
prowadziły mnie
do źródeł rozkoszy
na twym ciele
delikatnie oddechem
tworzyłem mgiełkę
namiętności
jak na kryształowym
lustrze malowałem
podniecenie
muskając twoją skórę
swoim gorącym
jak piasek pustyni ciałem
raz po raz
jak w oazie
zatapiałem usta
w pocałunkach
tak rozkosznych
że świat wirował
wokół nas

 

/Dla Ciebie.../

Byłaś
moim marzeniem

kocham wracać
myślami
do pierwszych dni...

gdy miłość
niespodziewanie
pokazała mi
promyk w mrocznym tunelu...

teraz jesteś realna
stoisz niedaleko
przy mnie
jeszcze tylko odległość...

jeden krok
i...
marzenia
staną się jawą...


 

słowa

Tyle ważnych rzeczy muszę Ci powiedzieć
lecz Ty nie pozwalasz mi dojść do słowa
Dotykasz moich włosów a moje myśli w momencie roztrzaskują się o blat stołu
Całujesz moje usta i zapominam czym są słowa
a kiedy już wypełniasz mnie po brzegi
wygięta na kształt chińskiej litery
przypominam sobie tylko jedno słowo:

JESZCZE
 

Za moim oknem nadziei

Za moim oknem nadziei
Ty.
Pod postacią
Srebrnej gwiazdy,
Pół złotego księżyca,
Aksamitnej myśli,
Całego mego
życia.

Za moim oknem nadziei
Ty.
Wysyłający pocałunki,
Patrzący gorąco,
Uśmiechający się,
Dotykający kochającą
dłonią.

Za moim oknem nadziei
Ty
A z Tobą ja,
Nasze umysły jednością,
Marzenia jednolite,
Ręce splecione,
Ciała porozumiewające się
miłością.
 

....w tej maleńkiej kawiarence
gdzie dym z cygar się unosi
zamówimy kawę
różę kupisz w przelocie
i tak w siebie zapatrzeni
nic do szczęścia nam nie trzeba
ani nieba zza firanki
ani cienia zauroczenia
ni płomienia
ni rozkoszy
tylko patrz mi w moje oczy
tylko mów co do mnie czujesz
jak mnie widzisz się radujesz
tylko szeptaj mi kochanie
w nocy
w dzień i na śniadanie
że mnie kochasz
że miłujesz
w tańcu w locie pocałujesz
żem dla ciebie jest jedyna
czasem kwaśna jak cytryna
czasem słodka niczym lukier
czasem też przypalę zupę
a ty kochaj mnie szalenie
będę twoim jasnym cieniem
będę z drogi ustępować
byleś ty mógł mnie tak kochać....

A może dzisiaj przyszedłbyś do mnie

A może dzisiaj przyszedłbyś do mnie
dotknął mych marzeń uśpił tęsknoty
wiesz że Cię czekam tak nieprzytomnie
bo serca nasze dawno się splotły

Nadzieją uczuć ciepła ogrzane
oczami duszy patrzą na siebie
szeptem kołyszą słowa kochane
wyjdź z moich marzeń chce widzieć Ciebie

Niebo już zaszło chmurami smutku
łezki kropelki zawisły na drzewach
czekać na Ciebie będę do skutku
aż słowik złoty szczęściem zaśpiewa

Myśli me wnikły już w Twoje życie
porozsiewały ziarna nadziei
i jeszcze będziesz się nim zachwycać
wiedz że Twój los się wkrótce odmieni
 

/W półcieniu/

Wieczór otoczył nas cieniem
strojąc się w gwiazd diamenty,
na usta lekkim tchnieniem
opadasz dla zachęty,
by noc kwitła natchnieniem.

Prowadzisz w świec strumieniu,
co czułym blaskiem pieści,
w półświetle i półcieniu
pomrukiem opowieści
szepczesz mi o spełnieniu.

Aksamit ciała skrywam
przed księżycowym wzrokiem,
gdy w otchłań mnie porywasz
spływając rąk potokiem,
jawą we śnie ożywasz.
 

/Jesteś .../

rzęs podmuchem
ust pieszczotą
gestem delikatnych westchnień

jesteś przy mnie
jesteś ze mną
jesteś we mnie

w serca biciu odmierzalnym
w tętnie życia wyczuwalnym

jesteś ....
byłeś ....
będziesz ...
 

/Tęsknota/

czasami tak jest
że nie można mieć
tego czego się pragnie

w tym przypadku ciebie
aby móc spojrzeć w twoje oczy
powiedzieć z uśmiechem

gdybyś wiedział jak ja
za tobą tęsknie
jak pragnę
 

/Chcę więcej!/


Pieścisz słowami
dotykasz oczami...
Chcę więcej!

Gdy ciało płonie
wędrują dłonie...
Chcę więcej!

Kwiat rosą lśni
sumienie śpi...
Chcę więcej!

Rozkoszy krzyków
tańca języków...
Nic więcej?

I jeszcze Ciebie
mieć koło siebie...
Nic więcej...
 

Bierz mnie garściami smakuj słowami....


oddam serce, życie
skały skrusze
świat poruszę
marze skrycie

zawierzam ci siebie
gwiazdy na niebie
oddaje co moje
wszystko to twoje

bierz mnie garściami
smakuj słowami
wzlatuj ponad ptaki
w podniebne szlaki

bądź po prostu trwaj
miłość mi daj
pewność i wiarę
pełną uczuć czarę

na dobre i na złe
uczucia twe
niechaj pozostaną nienaruszone
a serca nigdy nie zranione

Boże daj nam wytrwałość
połącz w jedną całość
pobłogosław nas
bo ciężki nadszedł czas
 

/Aż za horyzont nieba/

delikatnym pocałunkiem
biegnę na płatkach śniegu
do Ciebie
muskam czule Twoje usta
usuwam resztki snu
uśmiechasz się
tak tylko Ty potrafisz
erotycznie i zmysłowo
jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki
jest wiosna
nasze ciała budzą się do życia
lecimy na skrzydłach naszej miłości
aż za horyzont nieba
 
/Bądź dla mnie/

Latem bądź dla mnie
Ochłodą
Płatkiem rosy na chabrach
Ostudź moje oczy

Jesienią bądź dla mnie
Zasypianiem
Otul mnie złoto-czerwoną
Liści pierzynką

Zimą bądź dla mnie
Rozgrzewaniem
Przytul mnie do ciepła
Twojej skóry

Wiosną bądź dla mnie
Zakwitaniem
Czerwienią tulipanów dotknij
Mojego uda

Przez cały rok
Bądź dla mnie
Słońcem
 
/Chciałbym zobaczyć.../

Chciałbym zobaczyć nocą twoją duszę,
pogrążyć się w niej bez opamiętania,
gdy chmury szerokie nas otulą,
w nagość cudowną pożądania...

Gdy tętno w skroniach zapulsuje,
strachem napełni cień pustego okna,
język zatańczy w dotyku gorącym,
z drżącym ciałem się spotka...

Schowałem słowo między usta,
by znaleźć je w twoim dotyku,
buzię wypełnił wczorajszy erotyzm,
przy dźwiękach naszej muzki...
 
Jeszcze kiedyś dotknę nieba...

Jeszcze kiedyś dotknę nieba
w Twych ramionach bladym świtem
znów poczuję co to miłość
„kocham”- w oczy Ci wykrzyczę

zapatrzona w Twoje oczy
zasłuchana w serca bicie
kiedy dotkniesz mego ciała
wstąpi we mnie nowe życie

więc przygarnij mnie do siebie
otul słowem, ust dotykiem
poczujemy się jak w niebie
ciszę rwąc rozkoszy krzykiem

karm mnie sobą nieustannie
każdym gestem i oddechem
pragnę Ciebie tak zachłannie
sycąc pamięć słów Twych echem

gdzieś w mazurskiej leśnej głuszy
bym przetrwała – Ciebie trzeba
serce w sercu, dusza w duszy
z Tobą pragnę dotknąć nieba!
 
/Taniec miłości/

roztańczona wiatrem
rozpalona słońcem
zapraszam Cię do tańca
najpierw w rytmie rumby
delikatnie całujesz moje piersi
potem coraz niżej
rozchylasz płatki
schodzisz na dno rozkoszy
oddając w miłosnym rytmie samby
całego siebie
by wirującym walcem
dać spełnienie
czy to sen?
nie
to taniec miłości
 
/W dzikim pędzie/

Rozpływam się w Twoich dłoniach
Przez palce przelatuję
Unoszę na wyżyny
W błękicie lawiruję
Głos Twój w mojej głowie
Przepływa lekkim drganiem
Rozkoszą nasycony
Przesiąknięty pożądaniem
Ciepło Twoich dłoni
I słowa do ucha szeptane
Tyś moim niebem aniele
Nasze serca miłością splątane
I wszystko w dzikim pędzie
Unosi się do góry
By za chwilę opaść....
Spokojną mgłą spełnienia
 
/Będę dla Ciebie/


W upale będę dla Ciebie
Cieniem
Powiewem wiatru na twarzy
Chłodnym dotykiem poranka

W deszczu będę dla Ciebie
Parasolem
Krople wody zamienię
W czerwień świeżych truskawek

Wśród wichrów będę dla Ciebie
Domem

Po burzy
Chcę być dla Ciebie
Słońcem
 
/Jesteś/

Jesteś mą boginią i życia wędrówki szczytem
jesteś gwiazdą wiary i srebrnym płomieniem
jesteś moją Wenus odroczeniem snu o świcie
i uświęconym dla obolałego serca ukojeniem

Jesteś kryształkami łez na snu mego stokach
jesteś kroplą rosy w wysuszonej żalem duszy
jesteś moich dni schronieniem na bezdrożach
i wieczystym pragnieniem wiary w tłumy ludzi

Jesteś w moim obłędzie i w każdym olśnieniu
jesteś w ziarenku nadziei dla grzechu pokorą
jesteś moim życiem w skrzepniętym oddechu
w każdym moim dniu zbudzonym Twoją nocą
 
/Miłość/

Dotykiem spojrzenia maluje
Zapachem bliskości wzdycha
Biciem serca świat pokazuje

Radosną łzą upaja
Słodkim gestem rozpieszcza
Cichym westchnieniem rozbraja

Ogrzewa spragnione zmysły
Wyszukuje tych nie poznanych
Tworzy jak poezja nowe pomysły
/Rozłąka/

Nasza rozłąka
jest jak zaćmienie słońca.
Tylko promień księżyca
gładzi lica
tęsknotą pobielałe.
Zjawiasz się, we śnie
nad ranem.

Gorzka żałość
swą smutku pieśnią,
trąca ciemne chmury.
Szarość wypełnia kontury,
jawi się obraz ponury.
Spadł rzęsisty deszcz,
słonych łez.

Nadzieja stanęła
nad przepaścią niemocy,
w otchłań nocy zagląda.
Wracaj, wracaj do mnie,
bym mogła spoglądać
w twoje roześmiane oczy
i napełnić głosu dźwiękiem
duszę i serce.

Wołam cię
kwiatów rozkwitem,
cichą muzyką deszczu
i tęczą pierwszą.
Rozmazana łzami kartka
kolejnego dnia,
stoję w miejscu...trwam...
/*** zaczarowane słowa/

zakochałam się o poranku
co świt na spotkanie biegłam z nim
w śród listowia tulił i pieścił
ja jak echo powtarzałam
zaczarowane słowa

wśród morskich fal
rozkochał mnie w sobie
plaża zawstydzona oczekiwała
naszych ciał i mych słów
kocham ciebie miły mój

czy po stu latach
będę wciąż zakochana
tak jak teraz
na spotkanie będę biegła
i szeptała cudownie że jesteś
kocham przecież o tym wiesz...
/CIĄGLE CZEKAM.../

Płatkami śniegu
Odmierzam czas
Wypatruję...chłonę ciszę...
Czekam...

Krzesła jak zawsze dwa
Wiernie warują przy stole
Czekają by móc się do nas łasić
Przy herbacie....

Wymiotłam samotność
Wraz z ostatnią pajęczyną
Ubrana w oczekiwanie
Stoję przy oknie...

Noc jest długa
Ale to nic...
Nawet jeżeli herbata wystygnie
Zawsze zaparzę świeżej...

(...) Wiesz...
Kupiłam nowy imbryk
Do parzenia (...)
***/jestem drzewem/

jestem drzewem ,
które się w tobie zakorzenia
nie wyobrażając sobie innej drogi istnienia

moje szczęście
sięga zenitu w ziemskim niebie
to jest zawsze i wszędzie,
gdy jestem blisko ciebie

/Pomiędzy rękoma/

....zamknąłeś

Pomiędzy rękoma Twymi
się schowałam
ukryłam przed światem
pomiędzy rękoma Twymi się zapieczętowałam
zapaliłam
byś mógł mnie oglądać
tak często jak tylko zechcesz
bym płonąć tak mogła co dnia
skry światłem
tylko dla Ciebie
zacisnąłeś mocno dłonie
- już nie wyjdę
Dzięki Bogu będę już tylko Twoją

/Tornado myśli/

Tornado myśli,
świeżymi bateriami uczuć
naładowało wnętrze
przez wiotkie bariery czułości.
Huraganem emocji
ogarnęło każdą cząstkę
dnia powszedniego.-
dnia na polach marzeń,
godzin w parku wspomnień,
minut na skrzydłach tęsknoty.
Każdy element
wiernego istnienia;
Zabrało pokój,
pewność,
rozumienie.
Zabrało, by mocą
swojej dziwności
skomplikować
tak płynne i lekkie życie
zakochanej dziewczyny.

/Błyszcząca wstającym słońcem/


żyłam całe lata uśpiona
nie czułam potrzeby latania

codziennie mówiłam
jakoś trzeba przeżyć ten dzień
jesień na długo wyprzedziła lata

któregoś dnia poczułam w sercu
ożywczy powiew wiosny
obudziła zmysły

już nic nie jest jak dawniej
ja jestem wiosenną dziewczyną
z rosą o poranku we włosach

błyszcząca wstającym słońcem
radosna jak dziecko

uwierzyłam jeszcze raz
że można pokochać

czas wcale nie jest wrogiem
choć pędzi jak pociąg

zatrzymał się na stacji
szczęście

/Bez zbędnych słów/

Bez zbędnych słów, weź w ramiona mnie,
Chcę znów bezpiecznie w nich poczuć się,
Otwórz przede mną wrota swego świata,
Poszukamy razem w nim dla nas światła,

Bez zbędnych słów, kroczmy tą drogą razem,
Choćby usłaną łzami, może one drogowskazem,
Złączmy dłonie, nie bójmy się wielkości świata,
Nic się nie liczy, spędźmy ze sobą nasze lata,

Bez zbędnych słów, spójrzmy w oczy ludzi,
Siłę naszej miłości, rzućmy w twarz obłudzie,
Nikt nie odbierze tego, co serca nasze złączyło,
Bez zbędnych słów, tylko my wiemy, że to miłość.

/Kiedy dotykasz mnie oddechem/

W pocałunku
kiedy dotykasz mnie oddechem
jestem cudem-mną jest cud,
obłęd czuję dwóch światów
przenikniętych sobą,
w istnienia nieistnieniu
-słodkiej tajemnicy naszych ust

Mam słabość do twoich oczu,
bo patrzysz nimi jak dziecko
zafascynowane nową zabawką...
Mam słabość do twoich rąk,
bo dotykasz nimi ciała
jak mężczyzna zdziwiony swoją tęsknotą...
Mam słabość do twoich ust,
bo całujesz nimi
jak mężczyzna
świadomy smaku miłości...
Mam słabość
-bo jesteś...

/...niech się dzieje/

życie jest snem, fioletu plamą
wystarcza wszak, że tylko jesteś
we mnie, o krok czy tuż za ścianą
niebo się mieni złotym szczęściem

i nie ma poplątanych dróg
trudne się staje takie proste
więc patrz wciąż na mnie, do mnie mów
jesteś powietrzem, ziemią, słońcem

postawię kwiaty na parapecie
w oknie, o którym powiem nasze
i waniliowe zapalę świece
nie niech się dzieje co Bóg każe

W Domu
kiedy przychodzimy do siebie
drzwi nie mają znaczenia

w przestrzeń dziecięcego zasłuchania
wchodzimy inną drogą

chociaż nie nauczył nikt

gdzie kilka doniczek
pukają okna, aromat dnia

a my zapraszamy nawet
wspomnienie zasłonek

które zawisną za moment

i poduszki takie jak ty
i męskość, niby ja

Tej Wiosny... Tego Lata... Przyszłej Zimy.../

Tej Wiosny…
Pokaże Ci jak piękne potrafią być kwitnące kwiaty…
Uświadomię Ci jak majestatyczne potrafi być drzewo świeżo zakwitające
zielonymi liśćmi…
Wskaże palcem na młody krzew bazi świeżo wypuszczających pąki z swych ramion…
Powiem gdzie można położyć się w śród świeżej trawy na bezkresnych polach
naszych okolic…

Tego Lata…
Zabiorę Cię w miejsca tak piękne ze ludzkie oko ich nie widziało…
Przytulę w śród zielonego lasu drzew, gdzie ptaszki ćwierkają piękna melodię…
Przespaceruję się wraz z Tobą po pięknych polanach pełnych kwiatów i
prawdziwie zielonej trawy…
Zabiorę Cię na krystalicznie czysta wodę abyśmy mogli razem popływać,
zanurzyć się w niej aż po same czubki głowy, niech prąd nas niesie ku
zapomnieniu…

Przyszłej Zimy…
Dowiesz się jak wspaniała jest jazda na nartach, gdy jeździsz z ukochanym…
Zobaczysz ile przyjemności daje świeżo ulepiony bałwan…
Leżeć będziemy w środku nocy pod gołym niebem a o nasze policzki rozbijać
się będą płatki śniegu…
Zobaczysz jak piękną może być zima gdy ja jestem przy Tobie…

Tej Wiosny… Tego Lata… Przyszłej Zimy… a wyobraź sobie co planuję dla nas na
następny rok

/List miłosny/

Pokażę Ci dziś Mój kochany
Więcej niż mogłeś zobaczyć
Musisz mnie jednak
Owocami morza ugasić
Uwieść zapachem róż
Wzniecić ogień w mym sercu
Pod gwieździstym niebem
Uczynię Cię wtedy szczęśliwcem
Kochany...
Pozwolę Ci ujrzeć świat linią
Mych ust omotany....

/Spadająca gwiazda/

Spadająca gwiazdo, pragnę Cię zobaczyć!
Tak bardzo, jak Jego ust...pragnę!
Najsłodszych, najczulszych i nienasyconych.
Niecierpliwych, jak moja tęsknota do Niego.
Nieprzyzwoicie chętnych!
Pragnę...

Spadająca gwiazdo, pragnę Cię zobaczyć!
Tak bardzo, jak Jego słów...pragnę!
Ciepłych, serdecznych i ponaglających.
Stanowczych, jak moje uczucie do Niego.
Zadziwiająco bezwstydnych!
Pragnę...

Spadająca gwiazdo, pragnę Cię zobaczyć!
Tak bardzo, jak Jego śmiechu...pragnę!
Szczerego, głośnego i prowokującego.
Rozbrajającego, jak moja miękkość, gdy o Nim myślę
Rozkosznie kuszącego!
Pragnę...

Spadająca gwiazdo, pragnę Cię zobaczyć!
Tak bardzo, jak Jego miłości...pragnę!
Bezinteresownej, oddanej i wymarzonej.
Bezwolnej, jak moja zazdrość o Niego.
Niesamowitej, jak On!
Pragnę...

Spadająca gwiazdo, pragnę Go zobaczyć!
Pragnę poczuć Jego zapach i znać Jego myśli!
Pragnę zobaczyć ślad Jego głowy, odbitej na poduszce!
Pragnę spacerować z Nim i wdychać zapach bzów!
Pragnę, żeby zrobił mi herbatę i zanucił na dobranoc!
I najważniejsze, gwiazdo-spraw, żeby to nie
było tylko moim snem!
Najbardziej tego...pragnę!
/ DLA CIEBIE /

Wołam Cię tęsknotą.
Czy słyszysz?
Tracę oddech.
Muzyką ciszy napełnij duszę.
Rzeką upragnionej energii życia.
Doznaniem przy obejmowaniu brzozy
i ciepła ziemi w plamie słońca.
Pragnę schować twarz, w Twoich dłoniach.
Wdychać zapach bliskości,
kiełkującej między palcami.
To jak słodycz poziomek
i błogość wczesnego poranka,
świergotem ptaków obudzony.
Uderzenie krwi w sercu..
bębni jak pożądanie
i narasta.
Tego sama nie powstrzymam.
Ty i ja to jedność i sens.
Utrzymanie kosmosu harmonii.
/Przed nami jeden krok/

Przez swój dotyk
Chcesz istnieć we mnie
Wniknąć i tam już pozostać
Czy poddam się temu
Bez reszty… ??

Przez słone pocałunki
Chcesz złączyć w jedno
Dwa istnienia
Czy oddam na zawsze
Chwile spełnienia …??

Przez pieszczotę słów
Chcesz zmienić nagle
Mój stary świat
Czy gotowi jesteśmy
Na ten zwrot… ??
Czekamy niepewni jutra….
d'ag  AKC  iE